Tylko jedno życzenie

Noc sylwestrową spędzałam na koncercie w klubie jazzowym w Filadelfii. Nie było to aż tak magiczne wydarzenie jakby się mogło wydawać, jednak pozwoliło mi spotkać ciekawą osobowość.

Na scenie, obok wokalistki, perkusisty, pianisty i kontrabasisty występowała pewna kobieta. Grała na gitarze basowej i elektrycznej, i na ukulele. Z pozoru bardzo zwyczajna osoba. Gdy po koncercie założyła swój płaszcz i kapelusz, stwierdziłam, że na ulicy zmieszałaby się z tłumem innych, podobnych kobiet w sile wieku i przeszła obok mnie niezauważona.

Ale w czasie koncertu nie mogłam oderwać od niej wzroku. Siedziała na krzesełku, nieco z boku, i z wyczuciem uderzała w struny. Oczy delikatnie przymknięte, łagodne, rozluźnione rysy twarzy, niemal niezauważalny, acz szelmowski uśmiech. Twarz jej była definicją tego, jak wygląda twarz człowieka spełnionego. Kogoś, kto robi coś z czystej pasji i dla przyjemności. Kogoś, kto czerpie radość z tego, co przynosi każda kolejna chwila. Kto umie być obecnym tylko tu i teraz. Dla niej, każda chwila podczas tego koncertu przynosiła nowe dźwięki, a ona dawała się im ponieść, jednocześnie dodając coś od siebie do muzyki, która unosiła się nad sceną. Nie była frontmanem tego zespołu, ale z pewnością była jego duszą. Stała się dla mnie inspiracją na ten nowy rok.

Życzę wam, żeby nowy rok przyniósł ten rodzaj spełnienia, który, podobnie jak tej kobiecie, przymruża oczy, rozluźnia napięte rysy twarzy i wyciska ten ledwie widoczny, zawadiacki uśmiech. Carpe diem, moi drodzy!

photo: pixabay.com

Fotograficzne podsumowanie 2015 #2

Tak jak wspominałam w pierwszej części wpisu (zobacz tutaj) ten rok obfitował w podróże. Gdybyście się zapytali, która z nich najbardziej zapadła mi w pamięć, nie potrafiłabym odpowiedzieć. Każda była szczególna, każda na swój sposób mnie wzbogaciła.

Nie wiem czy 2016 r. będzie tak samo owocny. Nawet śmiem w to wątpić. Wiem, że lecę w marcu do Kolorado a w czerwcu przylatuję na chwilę do Polski. Później się zobaczy. Z poprzedniego roku wiem, że najbardziej cieszą te podróże, które są najbardziej spontaniczne. Mam nadzieję, że w 2016 r. spotka mnie kilka takich zaskoczeń.

A teraz już nie przedłużając, kontynuuję relację. Nie zapomnijcie zajrzeć do pierwszej części!

 

Cape Cod – maj

Wybraliśmy się tutaj na długi weekend pod koniec maja. Noclegiem poratował nas Airbnb. Wylądowaliśmy na przytulnym poddaszu, które wypełnione było marynistycznymi elementami. Kubki z kotwicą, warcaby z latarnią morską, statki, wieloryby, co tylko sobie zamarzysz.

Mural z wielorybami w Filadelfii
Ten mural sfotografowałam w Filadelfii kilka miesięcy przed wyjazdem, zanim jeszcze wiedziałam, że w maju spełni się jedno z moich marzeń.
Cape Cod, wieloryby
Na Cape Cod miałam okazję obserwować wieloryby pływające w oceanie. Wybraliśmy się na rejs organizowany przez instytucję zajmującą się badaniami wielorybów, która dba o zachowanie ich naturalnego środowiska u wybrzeży Cape Cod.
Cape Cod, wieloryby, humbak
Humbak

Cape Cod, wieloryby

Cape Cod, wieloryby
Tutaj widać 3 wieloryby wynurzające się, by zaczerpnąć powietrza. Widzieliśmy też grupy z 6-7 osobnikami. Zachwytu towarzyszącego obserwowaniu tych pięknych zwierząt nie da się opisać. Nawet teraz zapiera mi dech i brakuje słów.
Cape Cod, wieloryby
Ten wieloryby wynurzył się tuż przy naszej łodzi. Widziałam jego głowę w całej okazałości. Stałam jak oszołomiona. Jego potężne rozmiary a jednocześnie zwinność i spokój z jakim koło nas przepływał wprawiły mnie w zachwyt absolutny. Po tym już mogłam spokojnie wracać na brzeg.

 

Fallingwater – czerwiec

Szybki, weekendowy wypad do zachodniej Pensylwanii, by zobaczyć dom zbudowany na wodospadzie. Otoczony lasem, z dala od głównych dróg wydaje się być idealną odskocznią od codzienności. Koncept architektoniczny z końca lat 30. XX w.współcześnie także robi ogromne wrażenie. Wnętrza zaprojektowane w minimalistycznym stylu przypominają mi polski design lat 50. Niestety, nie można robić zdjęć w środku, a chętnie zaprezentowałabym wam kanapy w salonie oraz pokój pracy z dużym biurkiem i widokiem na wodospad.

To miejsce jest w Stanach tak popularne, że doczekało się własnego odwzorowania Lego Architecture.

Fallingwater
Schody z salonu prowadzą wprost do rzeki. Można się w niej popluskać lub po prostu wpuścić nieco szumu wody do wnętrza apartamentu.

Fallingwater

 

 

Kostaryka – lipiec

Planowaliśmy pojechać na Alaskę, ale mieliśmy  za mało urlopu (oceniamy, że potrzebne są pełne 2 lub 3 tygodnie na zrealizowanie planu, który mamy w zanadrzu). Wyszło jednak, że zamiast bieguna zimna wybraliśmy biegun ciepła. Nie żałujemy.

Na Alaskę zdążymy jeszcze pojechać.

Plaża na Kostaryce
Plaża w parku narodowym, do której trzeba było dojść pieszo, po lesie około 1,5 kilometra. Warto było. Dzika przyroda, małpy złodziejki, szopy i iguany dookoła. A na dodatek woda w oceanie była tak ciepła, że przesiedziałam w nim cały dzień. Dawno już kąpiel nie sprawiała mi tyle przyjemności.
Plaża na Kostaryce
Pogoda nie zawsze dopisywała. Ale choć pochmurno, zawsze było ciepło.

Roślinność na Kostaryce

Kolibry
Kolibry faktycznie są bardzo zwinne i szybkie a ich pióra skrzą się w słońcu mnóstwem kolorów.
Dzika ara
Dzika ara
Leniwce
Leniwiec odpoczywa w Slot Sanctuary. Martyna Wojciechowska zrobiła kiedyś reportaż o tym miejscu. To tutaj leczy się okaleczone zwierzęta, dba się o ich powrót do naturalnego środowiska i prowadzi badania nad tym tajemniczym gatunkiem.
Leniwce
Leniwiec potrafi zasnąć w połowie swojego posiłku
Leniwce
Też bym była taka uśmiechnięta, gdybym mogła spać większą część doby.
Iguana
Iguany są ładne i całkiem przyjazne, ale lepiej jednak nie podchodzić bliżej. Widziałam jak stroszy swój grzebień, wygląda to dość groźnie.
Krokodyle
Krokodyle w swoim naturalnym środowisku (to nie jest żaden park narodowy). Everglades może się schować.

A teraz kilka lekcji z Kostaryki

Jak się robi kawę?

Ziarna kawy
Najpierw zbiera się ziarna
Ziarna kawy
Wyłuskane ziarna się suszy. Wysuszone ziarna można od razu palić, ale można przekazać na eksport. Kraje, które nie mają własnych upraw kawy (np. Włochy), importują takie ziarna, palą u siebie, a następnie eksportują palone ziarna jako własną kawę.
Ziarna kawy
Ziarna kawy się następnie sortuje pod względem wielkości. Im większe ziarno, tym kawa pełna aromatu. Po przesortowaniu, kawę się pali i mieli.
Kawa, espresso
A to jest efekt końcowy 🙂

 

Jak powstaje kakao?

Kakaowiec
Z owocu kakaowca wydobywa się widoczne na zdjęciu ziarna. Świeże ziarno ma smak podobny do mango. Jest bardzo dobre!
Kakaowiec
Ziarna kakaowca poddaje się osuszaniu i fermentacji w liściach bananowca.
DSC_0894
Tak wyglądają palone ziarna. Teraz wystarczy je obrać ze skóry i…
Kakao
…zmielić.
Kakao
Powstałą miazgę kakaową można zmieszać z cukrem. Czekolada prawie gotowa!
Produkcja cukru trzcinowego
W razie, gdybyście chcieli posłodzić kawę lub dodać cukru do masy kakaowej, możecie sobie również wyrobić cukier. Tutaj widać gorący syrop wygotowany z soku z trzciny cukrowej.
Produkcja cukru trzcinowego
Syrop trzeba bardzo intensywnie i szybko mieszać, by go ostudzić.
Produkcja cukru trzcinowego
W efekcie powstaje brunatna masa cukru trzcinowego. Można to sobie później zmielić albo odcinać po kawałeczku.
Wulkan na Kostaryce
A na zakończenie – wulkan nieopodal San Jose. Aby go zobaczyć w całej okazałości musieliśmy czekać dobre 30 minut, wcześniej był zasnuty chmurami

Boston – październik 

Kolejne zachwycające miasto. O miano najładniejszego konkuruje z Chicago i San Francisco. Boston jest przesycony historią, co nie powinno nikogo dziwić zważywszy na początki amerykańskiej rewolucji. Część architektury pochodzi z XVIII w. co jest w Stanach rzadkością. Zadbane, inteligenckie i zamożne miasto. Bardzo mnie do siebie przyciąga. Kto wie, może czeka mnie przeprowadzka?

The Freedom Trail, Boston
Wszystkim turystom polecam przejście The Freedom Trail, ciągnącego się przez całą zabytkową część Bostonu. Trasa oznaczona jest na całej długości linią namalowaną na chodnikach i ulicach. Trudno będzie się zgubić. Warto wyruszyć z rana, bo szlak jest naprawdę długi. Można też rozbić zwiedzanie na dwa dni.

The Freedom Trail, Boston

Cmentarz, The Freedom Trail, Boston
W Bostonie znajdują się jedne z najstarszych cmentarzy w USA. Co ciekawe, mimo że wiele z nich pochodzi z XVIII w. to niektóre groby nadal są odwiedzane przez potomków rodu. To się nazywa tradycja!
The Freedom Trail, Boston
A tu już koniec the Freedom Trail. Co prawda nie widać tego na zdjęciu, ale można tutaj odpocząć na zielonej trawce.
Quincy Market, Boston
Quincy Market, tłoczny, gwarny i pachnący jedzeniem. Koniecznie przyjdźcie tutaj na lunch!
Boston
Część biznesowa nieopodal historycznego miejsca, gdzie kiedyś pito Bostońską Herbatkę

Jachty, Boston

Widok z Airbnb
Po raz kolejny wyznaję miłość do Airbnb. Dzięki niemu w Bostonie mieszkaliśmy w domku z widokiem na jezioro.

Jay Peak, Vermont – grudzień 

Świąteczny wypad na narty. Szkoda, że śniegu było jak na lekarstwo. Ale nic to, już w marcu odbijemy sobie to na stokach Gór Skalistych w Kolorado!Jay Peak, Vermont

Jay Peak, Vermont Jay Peak, Vermont

 

I jak Wam się podoba podsumowanie? Które z miejsc najbardziej przypadło Wam do gustu?  Dajcie koniecznie znać w komentarzach.

Fotograficzne podsumowanie 2015 #1

Ten rok był dla mnie niezwykle łaskawy i intensywny pod względem podróży. Nie wrzucałam żadnych relacji, bo jakoś nie do końca przepadam za tą formą postów. Mam wrażenie, że tak wiele jest blogów podróżniczych, że Czytelnik z łatwością znajdzie interesujące go treści gdzie indziej.

Jednak bardzo chciałam jakoś podsumować ten rok. Nie chciałam tego robić w formie rachunku sumienia, podliczania zysków i strat. Zebranie wrażeń w formie zdjęć wydało mi się najlepszym rozwiązaniem. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. To jest pierwszy z dwóch wpisów. Podsumowuje on pierwsze wyjazdy minionego roku – Chicago, krótki wypad do Nowego Jorku, gdzie braliśmy udział w spisku zakończonym (pomyślnie) zaręczynami naszego przyjaciela oraz wyjazd do Arizony, Utah i Nevady. Drugi wpis znajdziecie tutaj.

Chicago – kwiecień

Od samego początku dobrze się tu czułam. Bardzo lubię to miasto. Schludne (a to rzadkość w USA), pięknie położone nad jeziorem, świetnie rozplanowane, z bogatymi zbiorami sztuki i dinozaurami 🙂 Szkoda, że jest tak bardzo na uboczu, z dala od innych większych miast. Gdyby nie to, poważnie bym rozważyła przeprowadzkę. Polakom, kojarzy się zazwyczaj z Jackowem. To dość niesprawiedliwe, bo miasto ma dużo więcej do zaoferowania.

Bardzo żałowałam, że wyjeżdżam.

Cloud Gate in Millenium Park in Chicago
Cloud Gate w Millenium Parku. Świetny koncept, miejsce spotkań mieszkańców Chicago i turystyczny punkt obowiązkowy.
kolejka miejska w Chicago
Pod torami kolejki miejskiej. Zabawa światłem i cieniem.

 

Route 66 w USA
To właśnie w tym miejscu rozpoczynała się kiedyś słynna Route 66 biegnąca przez całe Stany, aż do Santa Monica w Kalifornii.

 

Dinozaur Sue w muzeum w Chicago
Say ‚Cheeeese’! Mnie dinozaury nie fascynują, ale wiecie, byłam w Chicago z dwoma facetami. Musiałam się poddać woli (presji?) większości 🙂

 

Widok z Willis Tower w Chicago
Widok na Chicago z Willis Tower (kiedyś Sears Tower). Ta tafla wody to Jezioro Michigan. Ogromne jak morze. Widok robi ogromne wrażenie. Stąd doskonale widać, że Chicago to miasto bardzo oddalone od jakiejkolwiek innej metropolii.

 

Szklany balkon w Chicago
Jak widać stanęłam na słynnym szklanym balkonie na Willis Tower. Bardzo nie chciałam tam być, ale później, po zejściu na bardziej pewny grunt,  cieszyłam się, że przełamałam swój strach. Duma i trzęsące się kolana, oto co zapamiętałam z tego doświadczenia.

 

Neon Chicago
Chyba najsłynniejszy neon na świecie. And all that jazz
Pizzaria z deep dish pizzą
Wnętrze najbardziej znanej pizzerii w Chicago, Lou Malnati’s. Najpyszniejsza deep dish pizza na świecie (bardzo grube ciasto, mnóstwo dodatków, zapiekane na blaszce podobnej do tortownicy).

 

Union Station w Chicago
Union Station. Amerykanie mają bardzo ładne dworce w największych miastach kraju.

 

Jezioro Michigan w Chicago
Panorama Chicago z brzegu Jeziora Michigan. Niedaleko stąd jest polski konsulat – bardzo przyjemne miejsce.

 

Nowy Jork, maj:

W Nowym Jorku, wraz z mężem, wcieliliśmy się w rolę przewodników i spiskowców w dobrej sprawie. Chyba się spisaliśmy, bo Mikołaj się oświadczył, a Ania się zgodziła. Dzisiaj, niespełna rok później, są już małżeństwem 🙂

Magnolie w Central Parku
Wiosna w Central Parku

 

Times Square
Jak zwykle tłoczny Times Square. Ten tłumek, który tu widzicie to akurat głównie kolejka po tańsze bilety na Broadway. Aby dostać się na schody z których widać cały TS, trzeba się przez tą kolejkę przedzierać. Ale i tak jest fajnie.

 

Mural w Chelsea w Nowym Jorku
Mural widziany z the High Line w dzielnicy Chelsea – parku utworzonego na torach starej kolejki miejskiej. Ten park to obecnie jedno z bardziej popularnych miejsc w Nowym Jorku.

 

Arizona, Utah, Nevada, maj:

To był szaleńczy wyjazd. Czy uwierzycie, że zwiedziliśmy te wszystkie (bądź co bądź bardzo oddalone od siebie) parki w zaledwie 5 dni? A na koniec zdążyliśmy jeszcze zagrać w ruletkę w Bellagio w Las Vegas (tego akurat nie mogłam uwiecznić, bo mają zakaz fotografowania…).

 

Zion Park – Utah:

Jak zobaczycie, pogoda nie zawsze nas rozpieszcza podczas podróży.

Buty trekkingowe w Parku Zion
Porządne buty trekkingowe to podstawa!
Zion Park
Padało i było pochmurno, ale i tak pięknie.
Zion Park
Przy suchej pogodzie można przejść przez ten kanion do końca, do miejsca, gdzie się zwęża do postaci tzw. slot kanionu (bardzo wąskiego i wysokiego). Niestety, gdy tam byliśmy, poziom wody był zbyt wysoki, by dojść do tego miejsca. Poza tym, zapowiadali tzw. flash floodings w tym rejonie, a to mogłoby być bardzo niebezpieczne, gdybyśmy się tam znaleźli w tym czasie. Zwiedzanie zwiedzaniem, ale bezpieczeństwo na pierwszym miejscu!
Zion Park
Jeszcze jeden widoczek z Zion Parku na pożegnanie.

 

Canyonland Park – Utah

Ten park to zdecydowanie największe, pozytywne zaskoczenie tego wyjazdu. Mniej znany, położony niedaleko obleganego przez turystów Arches Parku, ale niezwykle malowniczy. Ciekawe jest to, że zwiedza się go znajdując się nad nim, patrząc na kanion z góry. Można też podjechać bliżej, ale potrzeba pozwolenia i samochodu z napędem 4×4. Do nadrobienia następnym razem!

Canyonland Park, Utah
Drogą widoczną na zdjęciu można przejechać samochodem 4×4 i jechać brzegiem kanionu.

Canyonland Park, UtahCanyonland Park, Utah

 

Canyonland Park, Utah
A kuku. Moja niesforna fryzura. Ale kto by się przejmował, gdy za plecami taaaakie pejzaże?

Canyonland Park, Utah

Arches Park – Utah

Tu chyba zaczęłam się robić wybredna, bo ten park nie zachwycił mnie tak, jak poprzednie. Oczywiście, jest piękny, ale po tym, co widziałam w Canyonlandzie, mało co mogło mnie już zaskoczyć i zafascynować.

Arches Park, Utah
Aby dojść do Delicate Arch, trzeba przejść po płaskiej, dość stromej i wysokiej skale.
Arches Park, Utah
Dalicate Arch – najsłynniejszy i chyba najbardziej obfotografowany łuk skalny na świecie. Tu, widziany z nieco innej perspektywy.
Arches Park, Utah
Dalicate Arch z klasycznej pozycji 🙂 A pod nim ja z mężem.
Arches Park, Utah
Landscape Arch. Chyba ładniejszy niż Delicate.
Arches Park, Utah
Balance Rock. Wygląda, jakby miał za chwilę spaść, a jednak się trzyma od lat. Niesamowite są te wszystkie formacje skalne, które można zobaczyć na szlakach parków narodowych Utah i Arizony.

Antelope Canyon – Arizona

Wąski, wysoki, fotogeniczny, oblegany. Jeśli planujecie go odwiedzić, lepiej zarezerwować wycieczkę wcześniej – własnym samochodem raczej nie wjedziecie, a bilety u przewoźników szybko się wyprzedają. Podobno lepiej jest zwiedzać po południu, ale my byliśmy z rana i nie żałujemy. Oświetlenie (niezwykle ważne, bo generalnie w slot kanionach jest ciemno), było przyzwoite i nie było jeszcze tłumu turystów.

Antelope Canyon
To (niestety) nie nasz nocleg. Ale chciałabym bardzo kiedyś podróżować w czymś takim, właśnie po Arizonie i Utah. Jest tam jeszcze tyyyle do zobaczenia! Ta przyczepa zaparkowana była nad brzegiem zacisznego jeziora, z dala od masowej turystyki przydrożnych moteli. Wyobraźcie sobie, że pijecie nieśpiesznie poranną kawę, siedząc na takim fotelu i patrząc na spokojną taflę jeziora – dla mnie bajka!
Antelope Canyon
Wejście do Antylopy

Antelope Canyon

Antelope Canyon
Widok z podstawy kanionu ku górze, nazywany Okiem Smoka. Widzicie? Ja widzę to bardzo wyraźnie.

Antelope CanyonAntelope Canyon

Antelope Canyon
Aby dojechać do tego kanionu, trzeba przejechać naprawdę spory odcinek po piaszczystym pustkowiu.

Grand Canyon – Arizona

Tutaj większych zaskoczeń nie było. Kanion jest potężny, przytłaczający, zachwycający i zupełnie nieporównywalny z czymkolwiek innym, co widzieliśmy w Arizonie i Utah.

Ze względu na ograniczony czas, jaki mogliśmy spędzić w Wielkim Kanionie, nie zdołaliśmy zejść na dno, do rzeki Kolorado. Zamoczyć stopy w (podobno lodowatych) wodach Kolorado to moje marzenie. Zdecydowanie do zrealizowania w przyszłości!

Grand Canyon
Perspektywa. Spójrzcie tylko na tych ludzi i wysokość skał.
Grand Canyon
No cześć 🙂

Grand Canyon

 

 

Rzeka Kolorado
Koniec, wracamy na Wschodnie Wybrzeże

I jak? Podobał się Wam materiał?

Nie zapomnijcie zajrzeć do jego kontynuacji w drugiej części – relacja z Cape Cod, Kostaryki i Bostonu czekają!