Fotograficzne podsumowanie 2015 #1

Ten rok był dla mnie niezwykle łaskawy i intensywny pod względem podróży. Nie wrzucałam żadnych relacji, bo jakoś nie do końca przepadam za tą formą postów. Mam wrażenie, że tak wiele jest blogów podróżniczych, że Czytelnik z łatwością znajdzie interesujące go treści gdzie indziej.

Jednak bardzo chciałam jakoś podsumować ten rok. Nie chciałam tego robić w formie rachunku sumienia, podliczania zysków i strat. Zebranie wrażeń w formie zdjęć wydało mi się najlepszym rozwiązaniem. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. To jest pierwszy z dwóch wpisów. Podsumowuje on pierwsze wyjazdy minionego roku – Chicago, krótki wypad do Nowego Jorku, gdzie braliśmy udział w spisku zakończonym (pomyślnie) zaręczynami naszego przyjaciela oraz wyjazd do Arizony, Utah i Nevady. Drugi wpis znajdziecie tutaj.

Chicago – kwiecień

Od samego początku dobrze się tu czułam. Bardzo lubię to miasto. Schludne (a to rzadkość w USA), pięknie położone nad jeziorem, świetnie rozplanowane, z bogatymi zbiorami sztuki i dinozaurami 🙂 Szkoda, że jest tak bardzo na uboczu, z dala od innych większych miast. Gdyby nie to, poważnie bym rozważyła przeprowadzkę. Polakom, kojarzy się zazwyczaj z Jackowem. To dość niesprawiedliwe, bo miasto ma dużo więcej do zaoferowania.

Bardzo żałowałam, że wyjeżdżam.

Cloud Gate in Millenium Park in Chicago
Cloud Gate w Millenium Parku. Świetny koncept, miejsce spotkań mieszkańców Chicago i turystyczny punkt obowiązkowy.
kolejka miejska w Chicago
Pod torami kolejki miejskiej. Zabawa światłem i cieniem.

 

Route 66 w USA
To właśnie w tym miejscu rozpoczynała się kiedyś słynna Route 66 biegnąca przez całe Stany, aż do Santa Monica w Kalifornii.

 

Dinozaur Sue w muzeum w Chicago
Say ‚Cheeeese’! Mnie dinozaury nie fascynują, ale wiecie, byłam w Chicago z dwoma facetami. Musiałam się poddać woli (presji?) większości 🙂

 

Widok z Willis Tower w Chicago
Widok na Chicago z Willis Tower (kiedyś Sears Tower). Ta tafla wody to Jezioro Michigan. Ogromne jak morze. Widok robi ogromne wrażenie. Stąd doskonale widać, że Chicago to miasto bardzo oddalone od jakiejkolwiek innej metropolii.

 

Szklany balkon w Chicago
Jak widać stanęłam na słynnym szklanym balkonie na Willis Tower. Bardzo nie chciałam tam być, ale później, po zejściu na bardziej pewny grunt,  cieszyłam się, że przełamałam swój strach. Duma i trzęsące się kolana, oto co zapamiętałam z tego doświadczenia.

 

Neon Chicago
Chyba najsłynniejszy neon na świecie. And all that jazz
Pizzaria z deep dish pizzą
Wnętrze najbardziej znanej pizzerii w Chicago, Lou Malnati’s. Najpyszniejsza deep dish pizza na świecie (bardzo grube ciasto, mnóstwo dodatków, zapiekane na blaszce podobnej do tortownicy).

 

Union Station w Chicago
Union Station. Amerykanie mają bardzo ładne dworce w największych miastach kraju.

 

Jezioro Michigan w Chicago
Panorama Chicago z brzegu Jeziora Michigan. Niedaleko stąd jest polski konsulat – bardzo przyjemne miejsce.

 

Nowy Jork, maj:

W Nowym Jorku, wraz z mężem, wcieliliśmy się w rolę przewodników i spiskowców w dobrej sprawie. Chyba się spisaliśmy, bo Mikołaj się oświadczył, a Ania się zgodziła. Dzisiaj, niespełna rok później, są już małżeństwem 🙂

Magnolie w Central Parku
Wiosna w Central Parku

 

Times Square
Jak zwykle tłoczny Times Square. Ten tłumek, który tu widzicie to akurat głównie kolejka po tańsze bilety na Broadway. Aby dostać się na schody z których widać cały TS, trzeba się przez tą kolejkę przedzierać. Ale i tak jest fajnie.

 

Mural w Chelsea w Nowym Jorku
Mural widziany z the High Line w dzielnicy Chelsea – parku utworzonego na torach starej kolejki miejskiej. Ten park to obecnie jedno z bardziej popularnych miejsc w Nowym Jorku.

 

Arizona, Utah, Nevada, maj:

To był szaleńczy wyjazd. Czy uwierzycie, że zwiedziliśmy te wszystkie (bądź co bądź bardzo oddalone od siebie) parki w zaledwie 5 dni? A na koniec zdążyliśmy jeszcze zagrać w ruletkę w Bellagio w Las Vegas (tego akurat nie mogłam uwiecznić, bo mają zakaz fotografowania…).

 

Zion Park – Utah:

Jak zobaczycie, pogoda nie zawsze nas rozpieszcza podczas podróży.

Buty trekkingowe w Parku Zion
Porządne buty trekkingowe to podstawa!
Zion Park
Padało i było pochmurno, ale i tak pięknie.
Zion Park
Przy suchej pogodzie można przejść przez ten kanion do końca, do miejsca, gdzie się zwęża do postaci tzw. slot kanionu (bardzo wąskiego i wysokiego). Niestety, gdy tam byliśmy, poziom wody był zbyt wysoki, by dojść do tego miejsca. Poza tym, zapowiadali tzw. flash floodings w tym rejonie, a to mogłoby być bardzo niebezpieczne, gdybyśmy się tam znaleźli w tym czasie. Zwiedzanie zwiedzaniem, ale bezpieczeństwo na pierwszym miejscu!
Zion Park
Jeszcze jeden widoczek z Zion Parku na pożegnanie.

 

Canyonland Park – Utah

Ten park to zdecydowanie największe, pozytywne zaskoczenie tego wyjazdu. Mniej znany, położony niedaleko obleganego przez turystów Arches Parku, ale niezwykle malowniczy. Ciekawe jest to, że zwiedza się go znajdując się nad nim, patrząc na kanion z góry. Można też podjechać bliżej, ale potrzeba pozwolenia i samochodu z napędem 4×4. Do nadrobienia następnym razem!

Canyonland Park, Utah
Drogą widoczną na zdjęciu można przejechać samochodem 4×4 i jechać brzegiem kanionu.

Canyonland Park, UtahCanyonland Park, Utah

 

Canyonland Park, Utah
A kuku. Moja niesforna fryzura. Ale kto by się przejmował, gdy za plecami taaaakie pejzaże?

Canyonland Park, Utah

Arches Park – Utah

Tu chyba zaczęłam się robić wybredna, bo ten park nie zachwycił mnie tak, jak poprzednie. Oczywiście, jest piękny, ale po tym, co widziałam w Canyonlandzie, mało co mogło mnie już zaskoczyć i zafascynować.

Arches Park, Utah
Aby dojść do Delicate Arch, trzeba przejść po płaskiej, dość stromej i wysokiej skale.
Arches Park, Utah
Dalicate Arch – najsłynniejszy i chyba najbardziej obfotografowany łuk skalny na świecie. Tu, widziany z nieco innej perspektywy.
Arches Park, Utah
Dalicate Arch z klasycznej pozycji 🙂 A pod nim ja z mężem.
Arches Park, Utah
Landscape Arch. Chyba ładniejszy niż Delicate.
Arches Park, Utah
Balance Rock. Wygląda, jakby miał za chwilę spaść, a jednak się trzyma od lat. Niesamowite są te wszystkie formacje skalne, które można zobaczyć na szlakach parków narodowych Utah i Arizony.

Antelope Canyon – Arizona

Wąski, wysoki, fotogeniczny, oblegany. Jeśli planujecie go odwiedzić, lepiej zarezerwować wycieczkę wcześniej – własnym samochodem raczej nie wjedziecie, a bilety u przewoźników szybko się wyprzedają. Podobno lepiej jest zwiedzać po południu, ale my byliśmy z rana i nie żałujemy. Oświetlenie (niezwykle ważne, bo generalnie w slot kanionach jest ciemno), było przyzwoite i nie było jeszcze tłumu turystów.

Antelope Canyon
To (niestety) nie nasz nocleg. Ale chciałabym bardzo kiedyś podróżować w czymś takim, właśnie po Arizonie i Utah. Jest tam jeszcze tyyyle do zobaczenia! Ta przyczepa zaparkowana była nad brzegiem zacisznego jeziora, z dala od masowej turystyki przydrożnych moteli. Wyobraźcie sobie, że pijecie nieśpiesznie poranną kawę, siedząc na takim fotelu i patrząc na spokojną taflę jeziora – dla mnie bajka!
Antelope Canyon
Wejście do Antylopy

Antelope Canyon

Antelope Canyon
Widok z podstawy kanionu ku górze, nazywany Okiem Smoka. Widzicie? Ja widzę to bardzo wyraźnie.

Antelope CanyonAntelope Canyon

Antelope Canyon
Aby dojechać do tego kanionu, trzeba przejechać naprawdę spory odcinek po piaszczystym pustkowiu.

Grand Canyon – Arizona

Tutaj większych zaskoczeń nie było. Kanion jest potężny, przytłaczający, zachwycający i zupełnie nieporównywalny z czymkolwiek innym, co widzieliśmy w Arizonie i Utah.

Ze względu na ograniczony czas, jaki mogliśmy spędzić w Wielkim Kanionie, nie zdołaliśmy zejść na dno, do rzeki Kolorado. Zamoczyć stopy w (podobno lodowatych) wodach Kolorado to moje marzenie. Zdecydowanie do zrealizowania w przyszłości!

Grand Canyon
Perspektywa. Spójrzcie tylko na tych ludzi i wysokość skał.
Grand Canyon
No cześć 🙂

Grand Canyon

 

 

Rzeka Kolorado
Koniec, wracamy na Wschodnie Wybrzeże

I jak? Podobał się Wam materiał?

Nie zapomnijcie zajrzeć do jego kontynuacji w drugiej części – relacja z Cape Cod, Kostaryki i Bostonu czekają!

 

Jest dobrze

Trwoniłam ostatnie godziny długiego weekendu. Właśnie wróciłam z weekendowego wypadu do Nowego Jorku. Wszystko było dla mnie takie dobre. To miasto, które przygarnęło przybysza z Europy. Cudna, ciepła i lepka końcówka lata. Leżak na nabrzeżu Delaware River, co przyjął na siebie moje zmęczone ciało. Wiatr rozwiewający wilgotne powietrze. W tle muzyka.

tęsknota za przyjaciółmi

Czytaj dalej „Jest dobrze”

Wstawanie na innym kontynencie jest nieco dziwne

statua wolności

Czego się nie robi w dowód miłości? No cóż, wielu rzeczy. Tak przynajmniej mówią matki swoim nastoletnim córkom, gdy te poznają nowego chłopaka. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy robi się dużo, zwłaszcza jak się nosi obrączkę na palcu i lubi swoje dwuczłonowe nazwisko. A i dla męża ma się całkiem sporo sympatii

Statua Wolności, USA, Stany Zjednoczone

Czytaj dalej „Wstawanie na innym kontynencie jest nieco dziwne”