Tylko jedno życzenie

Noc sylwestrową spędzałam na koncercie w klubie jazzowym w Filadelfii. Nie było to aż tak magiczne wydarzenie jakby się mogło wydawać, jednak pozwoliło mi spotkać ciekawą osobowość.

Na scenie, obok wokalistki, perkusisty, pianisty i kontrabasisty występowała pewna kobieta. Grała na gitarze basowej i elektrycznej, i na ukulele. Z pozoru bardzo zwyczajna osoba. Gdy po koncercie założyła swój płaszcz i kapelusz, stwierdziłam, że na ulicy zmieszałaby się z tłumem innych, podobnych kobiet w sile wieku i przeszła obok mnie niezauważona.

Ale w czasie koncertu nie mogłam oderwać od niej wzroku. Siedziała na krzesełku, nieco z boku, i z wyczuciem uderzała w struny. Oczy delikatnie przymknięte, łagodne, rozluźnione rysy twarzy, niemal niezauważalny, acz szelmowski uśmiech. Twarz jej była definicją tego, jak wygląda twarz człowieka spełnionego. Kogoś, kto robi coś z czystej pasji i dla przyjemności. Kogoś, kto czerpie radość z tego, co przynosi każda kolejna chwila. Kto umie być obecnym tylko tu i teraz. Dla niej, każda chwila podczas tego koncertu przynosiła nowe dźwięki, a ona dawała się im ponieść, jednocześnie dodając coś od siebie do muzyki, która unosiła się nad sceną. Nie była frontmanem tego zespołu, ale z pewnością była jego duszą. Stała się dla mnie inspiracją na ten nowy rok.

Życzę wam, żeby nowy rok przyniósł ten rodzaj spełnienia, który, podobnie jak tej kobiecie, przymruża oczy, rozluźnia napięte rysy twarzy i wyciska ten ledwie widoczny, zawadiacki uśmiech. Carpe diem, moi drodzy!

photo: pixabay.com

Wiek graniczny

Właśnie skończyłam 29 lat. Bum. Za rok przekroczę, rzekomo magiczną, trzydziestkę. Znów będę w tej dziwnej sytuacji, gdy zaliczać mnie będą do starszej grupy wiekowej, podczas gdy ja mentalnie znajdować się będę jeszcze poza nią. Przechodziłam przez to przy dwudziestce. Dopiero gdzieś w okolicy 25. urodzin zorientowałam się, że zaliczam się do grona dwudziestolatków. Do tej grupy młodych bogów, co podobno mogą wszystko.

trzydziestka, urodziny, wiek
Happy Birthday to me

Czytaj dalej „Wiek graniczny”

Wcale nie za wysokie progi na twoje nogi

Nelson Madela powiedział kiedyś: It always seems impossible until it’s done. To zdanie zapisałam sobie w notatniku wielkimi literami. Nazwijcie mnie naiwną, ale chcę wierzyć, że naprawdę mało jest rzeczy nieosiągalnych.

pływanie z delfinami
Jeszcze rok temu nie podejrzewałam, że będę pływała z delfinami. Jedno z moich marzeń zostało kilka miesięcy później spełnione. I zaostrzyło apetyt na więcej.
Fot. Thoughts Blender

Czytaj dalej „Wcale nie za wysokie progi na twoje nogi”

Woń

Biorąc pod uwagę fakt, że z moim mężem zaczęłam się spotykać dopiero po dwóch latach znajomości, to chyba nie powinnam się wypowiadać na temat miłości od pierwszego wejrzenia. A jednak wtrącę swoje pięć groszy, tyle, że nie o ludziach chcę mówić, a o miejscach. Bo w nich zakochuję się właśnie tak – w pierwszej minucie spotkania. Albo nie zakochuję się w ogóle.

zapach kawy

Czytaj dalej „Woń”

Życie fusion

zawsze-jest-jakiś-pierwszy-raz

Im dłużej żyjemy, tym mniej na naszej drodze pierwszych razów. Coraz mniej rzeczy nas zaskakuje, coraz mniej rzeczy nieznanych, których nie doświadczyliśmy nigdy wcześniej. I choć podobno człowiek uczy się przez całe życie to jednak łatwo mu przeoczyć fakt, że właśnie coś się stało pierwszy raz.

pierwszy raz

Czytaj dalej „Życie fusion”