Szczęśliwa siódemka

Czy wam też wydaje się, że prowadzenie względnie zrównoważonego, a tym samym i satysfakcjonującego życia wymaga dużego wysiłku? Ciągle i zewsząd upomina się nas, że trzeba przestrzegać pewnych z góry określonych nakazów i zakazów, by codzienność była bardziej znośna. Trudno to spamiętać, wdrożyć i opanować. Jestem mistrzynią wymówek. Zawsze znajdę powód, by czegoś nie zmienić w swoim życiu.

Coraz częściej jednak przekonuję się o tym, że droga do lepszego samopoczucia jest dość prozaiczna. Składa się z sumy drobnych, codziennych wyborów i decyzji. Czy powinnam obejrzeć kolejny odcinek serialu kosztem długości snu? Czy na pewno powinnam pić tę trzecią kawę? Czy naprawdę tak bardzo zawaliłam tę prezentację w pracy, żeby teraz siedzieć i linczować się w myślach za każdą drobnostkę?

Pozwólcie, że przypomnę wam (i sobie) o siedmiu prostych rzeczach, które możecie robić dla siebie na co dzień, by czuć się lepiej. To nie jest nic odkrywczego, większość z tych rad już znacie. A ponieważ jest ich tylko siedem do zapamiętania, może łatwiej będzie je ogarnąć i wprowadzić w życie.

  1. Pij wodę. Trąci banałem?  Tak. Ale pomyśl, zazwyczaj o piciu wody przypomina się przy okazji mówienia o diecie i odchudzaniu, co automatycznie spycha tę czynność na margines konieczności i przymusu zarezerwowanego jedynie dla odchudzających się. Tymczasem woda jest ważna niezależnie od diety, bo reguluje pracę mózgu. Picie wody pomaga w utrzymaniu w ryzach stresu i w zwiększeniu koncentracji. Nawodniony organizm łatwiej radzi sobie z wyzwaniami, bo woda  utrzymuje mózg na wysokich obrotach.
  2. Ruszaj się. To konieczność, ale nie chodzi o godzinny trening siłowy trzy razy w tygodniu, a o dostarczenie ciału dawki ruchu każdego dnia dla rozluźnienia i wzmocnienia spiętych mięśni. To może być tak prosta czynność jak piętnastominutowy spacer dookoła osiedla. Wracanie do domu na piechotę (uwielbiałam to, gdy mieszkałam w mieście). Ruch pomaga oczyścić głowę z natłoku myśli, wspomaga produkcję endorfin a przez to utrzymanie dobrego samopoczucia. Nie musisz kupować karty Multisport i najnowszego modelu adidasów. Wystarczy, że wstaniesz od biurka na kilka minut. Zrezygnujesz z windy, jeśli masz do wejścia tylko dwa piętra. Zamiast w salce konferencyjnej przeprowadzisz spotkanie w trakcie przechadzki po biurze (tzw. walking meeting). A może jakoś wykorzystać przerwę na lunch? Miałam znajomą, która poświęcała kilka minut swojej przerwy, by przejść się kilka pięter po schodach w naszym biurowcu (just sayin’). Nie musisz się pocić na siłowni, ale zadbaj o to by ciało miało okazję każdego dnia trochę się zmęczyć. Moim sposobem jest szybki, wieczorny spacer z psem.
  3. Odpoczywaj. Tutaj liczy się zarówno ilość i jakość. Siedzenie przed komputerem lub telewizorem niekoniecznie jest najbardziej efektywnym sposobem na wyciszenie. Zastanów się, co cię relaksuje. Czytanie? Rozmowy ze znajomymi? Zabawa z psem? Rysowanie? Sprzątanie lub organizowanie swojego domu (znam takich ludzi)? Codziennie zarezerwuj trochę czasu na robienie takich rzeczy, które zmuszą twój umysł do kreatywnego wysiłku w domu. Co równie ważne w odpoczywaniu – zapewnij sobie wystarczającą ilość snu. Dziesiątki razy słyszałeś pewnie, że sen to podstawa zdrowego funkcjonowania. Więc dlaczego wciąż nie dosypiasz? Czy i tobie, podobnie jak wielu moim znajomym, wczesne chodzenie spać kojarzy się z przymusem z dzieciństwa, gdy rodzice wyganiali sprzed telewizora do łóżek? Teraz jesteś dorosły, zniknął rodzicielski przymus, ale nadal ponosisz konsekwencje swoich wyborów. Nie uwierzę w tłumaczenie, że nie masz czasu na sen. To kwestia priorytetów. Może warto zrezygnować z jakichś czynności wieczorem albo rano na rzecz dłuższego snu? Pomyśl tylko jakie to jest świetne uczucie, gdy wstajesz rano i, o dziwo, czujesz się wyspany.
  4. Nie dramatyzuj niepotrzebnie. Stoisz w korku i się frustrujesz? Zastanów się, czy twoje zdenerwowanie upłynni nagle ruch na drodze? Czy warto marnować swoją energię na coś, czego nie możesz zmienić? Bardzo często pozwalamy na to, by jakieś wydarzenie zepsuło nam nastrój, wpędziło w poczucie winy lub wywołało niepotrzebnie stres. Następnym razem zapytaj samego siebie czy możesz coś zrobić, by zmienić swoją sytuację? Jeśli tak – podejmij działanie. Jeśli nie – weź głęboki oddech i zdystansuj się od tego, na co nie masz wpływu. Dzisiaj rano mój autobus utknął w korku przez co spóźniłam się na wizytę u lekarza. Jeszcze kilka miesięcy temu, siedziałabym w tym autobusie zła i zestresowana, z poczuciem winy, bo przecież mogłam wziąć wcześniejszy autobus. Dzisiaj, po prostu, ucięłam sobie drobną drzemkę w autobusie, a gdy dotarłam na miejsce przeprosiłam za opóźnienie. To jedyne, co faktycznie mogłam zrobić. Stresowanie się nie polepszyłoby mojej sytuacji ani nie pomogło w teleportacji do przychodni.
  5. Przeformułuj to, co do siebie mówisz. Czy wy tez jesteście bezlitośni w ocenianiu samych siebie? Ja na każdym kroku wypominam sobie, ze mogłam to czy tamto zrobić inaczej (w znaczeniu lepiej). Tymczasem taka samokrytyka wcale nie jest konstruktywna, nie buduje motywacji na przyszłość. Wręcz przeciwnie – podkopuje poczucie własnej wartości i zniechęca do podejmowania dalszych wysiłków. Następnym razem, zamiast wyrzucać sobie, że mogłeś zrobić coś lepiej, okaż sobie trochę wyrozumiałości. Zamiast biczować się i mówić, że jesteś do niczego, przyznaj po prostu otwarcie, że tym razem zawaliłeś i oceń, co mogłeś zrobić lepiej. Poklep się w myślach po ramieniu, tak jakbyś to robił w stosunku do swojego przyjaciela . Następnym razem na pewno będzie lepiej. Więcej o takim podejściu napiszę niebawem.
  6. Pamiętaj o swoich mocnych stronach i świetnych momentach. Na pewno masz kilka mocnych stron. Odniosłeś już trochę sukcesów. W momentach zwątpienia przypominaj sobie o nich.  Nie bez powodu tak często poleca się podsumowywanie wieczorem najlepszych chwil mijającego dnia. Takie podejście trenuje nasz mózg do bardziej automatycznego dostrzegania pozytywów w codzienności. I mówię o tym z autopsji. W zeszłym roku ukończyłam wyzwanie 100 happy days, które dokumentowałam na Instagramie. Miewałam bardzo złe dni, a mimo wszystko udawało mi się zawsze dostrzec choć mały promyczek radości na co dzień. Czasem musiałam zmuszać się do myślenia o pozytywach, ale im dłużej to wyzwanie trwało, tym łatwiej mi to przychodziło. Przyjemniej mi się zasypiało. I łatwiej wstawało w oczekiwaniu na to, co przyniesie nowy dzień.
  7. Theme song. Popraw sobie humor i dodaj energii w ciągu dnia ulubioną, energizującą muzyką. Słuchaj za każdym razem, gdy potrzebujesz pozytywnego kopa. Sprawdziłam, pomaga.

photo: unsplash.com

5 myśli na temat “Szczęśliwa siódemka

  1. Mistrzynią wymówek jestem ja i nie dam sobie odebrać tego tytułu. 🙂
    Zamiast wody piję litry herbaty, bo woda to zimna jest, a mnie i tak ciągle zimno.
    Samokrytyka i biczowanie się – kolejna dyscyplina, w której zasługuję na tytuł mistrzyni. Uczę się siebie lubić i dobrze traktować, ale muszę przyznać, że nie jest łatwo.

    Liked by 1 osoba

    1. Ja też jestem mistrzynią wymówek! Na podium miejsca starczy dla każdego z nas 🙂 co do picia wody – ono nie wyklucza picia innych płynów. Bardziej chodzi o to, żebyś piła i herbatę, i wodę. O dobrym traktowaniu samego siebie napiszę wkrótce!

      Liked by 2 people

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s