Wycinki # 5: Nie oceniaj książki po okładce

Nie oceniaj książki po okładce. Recenzja reportażu Melchiora Wańkowicza

Wzięłam tę książkę z biblioteczki babci. Stała tam, niepozorna, ściśnięta gdzieś pomiędzy Krzyżakami a encyklikami Jana Pawła II. Miękka, szarawa okładka nieszczególnie rzucała się w oczy. Zupełnie inaczej niż współcześnie publikowane książki, które, ubrane w błyszczące i usztywnione oprawy, od progu księgarni krzyczą kup mnie (niezależnie od tego jaką mam zawartość)! A ta, rocznik 1986, stała sobie w swej skromności i wołała do mnie nazwiskiem autora: Melchior Wańkowicz. Gwarancja jakości.

Przeczytałam jeden z najpiękniej napisanych beletryzowanych reportaży w życiu. Już sama warstwa językowa jest zachwycająca. I absolutnie nie przesadzam, choć trudno mi nie popadać w egzaltację. Kto czytał Wańkowicza ten zna jego erudycję i sprawne operowanie środkami stylistycznymi przy opisywaniu rzeczywistości. Nikt tak plastycznie nie potrafi przenieść na papier swoich obserwacji i przemyśleń:

Ludzki umysł, jak gaz, ma prężność w każdym kierunku, w głąb i wzwyż, bo właśnie pierwszy samolot przeleciał La Manche. Bombik, robiąc gorliwie wiosłem, zapewne nie był Bleriotem, przelatującym Kanał, nie był Pearym, lecącym nad biegun, ale drążył skorupę ziemi jak dżdżownica, zrychlając grunt i dlatego łącznie z Bleriotem i Pearym należał do wielkiej rodziny przebudowujących świat.

Tworzywo opowiada historię kilku Polaków, którzy na początku XX w., w ucieczce przed beznadzieją życia pod zaborami, zdecydowali się wyjechać do Kanady. Wańkowicz przekopuje najpierw przeszłość bohaterów, by zrozumieć motywy, które kierowały nimi przy wyjeździe z kraju (będącym wówczas w zasadzie nieokreślonym tworem rozszarpanym zaborami), a następnie prowadzi przez ich dzieje na dzikich polach wyludnionej Kanady.

Wbrew temu, co możecie sądzić, nie jest to opowieść o czyimś American Dream, o spełnianiu się marzeń, o szybkim i szczęśliwym odwróceniu się losu. Nie. To historia o dość gorzkim wydźwięku. Mimo, że traktuje o sile wiary w podstawowe wartości – rodzinę, ojczyznę, Boga i pracę, to nie czyni z Polaków bohaterów. Raczej, obnaża ich w tym całym zagubieniu, samotności i nieustannym poszukiwaniu lepszego jutra, choćby to jutro miało oznaczać jedynie dzień niegorszy niż dzisiaj.

Mówi o ludziach, którzy, wyjechawszy na zawsze ze swych lokalnych ojczyzn, wszczepieni w tkankę obcego państwa, w gruncie rzeczy stali się apatrydami, nigdzie nie będąc u siebie. Bo chociaż tęsknią za Polską, która w międzyczasie wyłoniła się z popiołów I wojny światowej, nie do końca wiedzą, co tą Polską jest, co oznacza ojczyzna i patriotyzm, jak powinien się on przejawiać. W książce znaleźć można kilka momentów niezwykle dobitnie o tym świadczących, choćby dialog, który nastąpił po tym, gdy w radiu ogłosili, że Niemcy zaatakowali Polskę, rozpoczynając II wojnę światową.

– Powariowali. Najprzód się biją. Okey… A teraz znowu przerywają zabawę. To co, że wojna, czy to ich business?

Kapral Klekot wyprostował się

– Yes, sir. Oni myślą, że ich.

Gdy tak sobie myślę o tym niepozornym wydaniu Tworzywa, to dochodzę do wniosku, że ta książka zasługuje na najbardziej błyszczącą okładkę. Pośród morza przeciętności mieni się jak złoto, którego jeden z bohaterów, opętany pasją i nadzieją, poszukiwał.

P.S.

Jeśli to was jeszcze nie przekonało do sięgnięcia po ten reportaż, może przekona was to, że Wańkowicz mistrzowsko oddał różnorodność językową Polaków pod zaborami. Dialogi odtworzone na potrzeby książki pełne są archaizmów, naleciałości z niemieckiego i rosyjskiego. Czasem musiałam przeczytać jakieś zdanie kilkakrotnie, by zrozumieć jego sens. To aż zadziwiające, że w ciągu jednego stulecia język polski stał się aż tak homogeniczny. Ale to nie wszystkie językowe smaczki. W książce pojawiają się także dialogi w typowym Ponglish. Jeśli myśleliście, że protoplastami tej hybrydy byli emigranci lat 80. i 90. XX w., zrewidujcie swoje przekonania. Oto mała próbka:

– Ono olrajt ksiądz mówił, że wszystko w Parisz Komity powinno być. Ale przeca na tym mityng go inwajtowalim i nie przeszedł. Majowo selebrejsion chcemy urządzić jak wiadomo, że tyn miesiąc majowym nabożeństwom poświęcuny, to ksiądz powinien kooperetować.

photo via unsplash.com

2 myśli na temat “Wycinki # 5: Nie oceniaj książki po okładce

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s