Czasem nie lubię ludzi

Post o tym, że czasami potrzebuję swojej pustelni i samotności

Czasami nie lubię ludzi. Chciałabym, żeby zniknęli, nie istnieli wokół mnie. Nie przychodzili, nie dzwonili i nie pisali, że się o mnie martwią. Nie ma o co. Czasem potrzebuję odlecieć w samotność.

Pragnę wówczas nie odpisywać na maile, nie prowadzić small talków w sklepie spożywczym i nie musieć do nikogo oddzwaniać. Najchętniej odgrodziłabym się od was drutem kolczastym. Zamknęła w pomieszczeniu z wygłuszonymi ścianami i wygodną kanapą na wyposażeniu. W chwilach, gdy nie lubię ludzi, drażni mnie każde ich spojrzenie, ich przyjacielskie uśmiechy na ulicy, ich głosy przytłumione rykiem samochodów. Ludzie ocierający się o mnie w zatłoczonym metrze, wydmuchujący dym papierosowy prosto w twarz i wpieprzający mi się do kolejki na stołówce rozsierdzają ze zwielokrotnioną siłą. Lepiej dla nich, gdy nie patrzą w moją stronę. Bardzo bym chciała mieć wówczas moc spojrzenia bazyliszka.

Chcę dla was wszystkich przez chwilę nie istnieć. Być niewidzialną i niesłyszalną. Chowam się wtedy za kurtyną półsłówek, półuśmiechów, pośpiesznych spotkań. Tak mi przykro, ale dzisiaj akurat nie interesuje mnie co u ciebie słychać. Pragnę być z dala od wszystkich. Od niego również. Schować się na kanapie, za książką. I wcale jej nie czytać. Uciec do łazienki pod prysznic, po to tylko, by woda spływała mi po karku i tłumiła odgłosy z zewnątrz. Wyjść do sklepu i iść najbardziej okrężną drogą, po to tylko by przez dłuższą niż normalnie chwilę, nie wracać do gwaru mieszkania.

Raz na jakiś czas potrzebuję stworzyć sobie własną pustelnię. Schować się do jamy, do której nikt nie zagląda. Wchodzić z ludźmi w interakcję tylko, gdy tego potrzebuję. Czasem po prostu do mnie nie mów, nie dzwoń, nie pisz. Nie dotykaj mnie. Nie patrz na mnie w wyczekiwaniu.

Wszystko jest dobrze.

Właśnie ładuję baterie. Za chwilę wychylę się z jamy.

 photo via unsplash.com

6 myśli na temat “Czasem nie lubię ludzi

  1. Też tak miewam czasami. Na przykład teraz. Wczoraj i dziś. Miałam dwa wolne dni i uwaga – nie wyszłam z domu na krok. Dosłownie. Miałam zaopatrzoną lodówkę więc… 😉

    Zajęłam się pisaniem
    Czytaniem.
    Blogów.
    Książki.

    Wstępnej analizie mojej garderoby jesiennej.
    ( po niedzieli wyjeżdżam służbowo na tydzień, przecież muszę dobrze wyglądać, no nie? 😉 )

    I innemu nieróbstwu.

    Totalnie nie miałam ochoty na jakiekolwiek spotkania. Rozmowy. Nic. No nic zero null.

    Jutro wracam do pracy.
    I do ludzi.

    Pozdrawiam

    M.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s